Wymyślając-Oszukując-Odsłaniając? - Średniowieczne falsyfikaty z Moguncji
Wirtualna wystawa Archiwum Miejskiego w Moguncji wraz ze studentami Wydziału Historii Uniwersytetu Johannesa Gutenberga w Moguncji.
Uwaga wstępna
Uwaga wstępna
Wystawa powstała w wyniku ćwiczenia archiwalnego zorganizowanego w semestrze letnim 2013 r. przez Archiwum Miejskie w Moguncji wraz ze studentami Wydziału Historii Uniwersytetu Johanna Gutenberga. Po prezentacji wystawy w dniach 3 lipca – 31 sierpnia 2013 r. na klatce schodowej Archiwum Miejskiego, ze względu na duże zainteresowanie, archiwum publikuje teraz teksty i zdjęcia w Internecie. W kontekście aktualnych dyskusji na temat autorstwa i dowodów w naukach ścisłych, sztuce i dziennikarstwie warto przyjrzeć się stuleciom, które uważane są za epokę fałszerstw par excellence: średniowieczu.
W ramach wystawy „Wymyślać, oszukiwać, odkrywać?!” przedstawiono zatem przykłady z dziedziny dyplomacji, epigrafiki, historii sztuki i numizmatyki, które dotyczą fałszerstw zarówno z okresu średniowiecza w Moguncji, jak i dotyczących tego okresu. Widz ma tu sam stać się odkrywcą i poznać rzemiosło fałszerzy. Po czym rozpoznać fałszerstwa? Czy wszystkie fałszerstwa są rzeczywiście fałszerstwami? Kim byli fałszerze i w jakim celu fałszowali?
Redakcja: prof. dr Wolfgang Dobras
Autorzy:
Catrin Abert
Patrick Beaury
Lilli Braun
Marie Dax
Stephanie Eifert
Jean Kiltz
Janina Kühner
Tim Möst
Anika Rech
Daniel Schildger
Yannick Weber
Wprowadzenie
Wprowadzenie
W 1983 roku w magazynie Stern doszło do skandalu. „Dzienniki Hitlera”, „odkryte” przez reportera Gerda Heidemanna i pochopnie opublikowane przez redakcję, okazały się fałszerstwem autorstwa handlarza militariami i malarza Konrada Kujau. Spektakularny skandal prasowy, który nie ma sobie równych – czy rzeczywiście? Spojrzenie na historię pokazuje, że fałszerstwa pojawiały się wielokrotnie na przestrzeni wieków. Za epokę fałszerstw uważa się zwłaszcza średniowiecze. Prawdopodobnie połowa dokumentów z VI i VII wieku była sfałszowana, zmanipulowana lub podrobiona. Również z czasów Karola Wielkiego aż jedna trzecia dokumentów można uznać za sfałszowane. Do najbardziej znanych średniowiecznych fałszerstw należy tzw. darowizna Konstantyna. Dokument ten miał potwierdzać, że około 330 roku cesarz Konstantyn Wielki podarował papieżowi Sylwesterowi I zwierzchnictwo nad Rzymem i Zachodem. Papieże potwierdzali w ten sposób swoje roszczenia do nadrzędnej pozycji w chrześcijaństwie. W XV wieku uczeni odkryli fałszerstwo na podstawie cech językowych. Obecnie badania wykazały, że dokument darowizny został sporządzony przez duchownych w Rzymie w drugiej połowie VIII wieku. Wśród średniowiecznych fałszerzy wyróżniają się przede wszystkim instytucje duchowne, które dzięki fałszerstwom mogły bez użycia siły bronić się przed atakami świeckich władców i ich środkami władzy. Fałszerze mogli uspokajać swoje sumienie, argumentując, że w dobrym, tj. kościelno-religijnym celu, mogą posługiwać się „pobożnym” kłamstwem. Jednak niezależnie od pojęcia prawdy i poczucia sprawiedliwości fałszerzy, już w średniowieczu fałszerstwa podlegały prawu karnemu. W prawie kościelnym już w XIII wieku można znaleźć wskazówki dotyczące sprawdzania autentyczności dokumentów oraz kary dla fałszerzy. Na przykład w napisanej pod koniec XIII wieku księdze prawnej tzw. Schwabenspiegel przewidziano, że „duchowny” przyłapany na fałszerstwie powinien zostać przekazany biskupowi, aby ten pozbawił go godności duchownej. Następnie miał zostać przekazany świeckiemu sędziemu i, podobnie jak w przypadku świeckich, miał zostać mu odcięty palec. Średniowieczne prawo karne jeszcze surowiej traktowało fałszerzy monet: groziło im gotowanie w kotle. Jak powszechne były fałszerstwa, pokazuje również spojrzenie na miasto i archidiecezję Moguncji. Wydanie wszystkich dokumentów z Moguncji z lat 628–1200, opracowane przez Manfreda Stimminga i Petera Acha, obejmuje łącznie 1137 pozycji. W sumie 174 dokumenty, czyli około 15%, okazały się fałszywe, przy czym najwięcej z nich pochodziło z XII wieku. Podczas gdy w stuleciach do 1099 roku odnotowano 77 fałszerstw, w samym XII wieku było ich aż 97. Należy jednak rozróżnić te liczby: chociaż wszystkie 174 fałszerstwa rzekomo pochodzą ze średniowiecza, tylko 105 z nich zostało faktycznie sporządzonych w średniowieczu, głównie przez klasztory i fundacje w XII i XIII wieku. Aż 69 fałszerstw pochodzi z ręki fałszerzy z okresu wczesnej nowożytności, zwłaszcza z końca XVIII i początku XIX wieku, za którymi kryją się nadgorliwi i ambitni badacze historii. Lit.: Horst Fuhrmann, Fälschungen über Fälschungen, w: tenże, Einladung ins Mittelalter. Monachium 2009, s. 193-236; Peter Rückert (red.), Alles gefälscht? Verdächtige Urkunden aus der Stauferzeit. Archiwum miesiąca marca 2003 w Głównym Archiwum Państwowym w Stuttgarcie. Stuttgart 2003 Lilli Braun
Altmünster deed od 635
Najstarszy dokument Moguncji z 635 roku - falsyfikat klasztoru Altmünster z XII wieku
W pergaminowym dokumencie datowanym na 22 kwietnia 635 roku, w 14. roku panowania króla Chlodwiga, Bilhildis (później czczona jako święta lokalna) ogłasza, że na działce w Moguncji, którą nabyła od swojego wuja, biskupa Moguncji Rigiberta, zbudowała świątynię i założyła stowarzyszenie pobożnych kobiet.
Ten tzw. akt założycielski klasztoru Altmünster (o którym pierwsze wzmianki pochodzą dopiero z 817 r.) budzi podejrzenia już samą swoją niespójną datą. Król Chlodwig, którego imię pojawia się w datowaniu, nie pasuje bowiem do żadnego z historycznie potwierdzonych nosicieli tego imienia: król Chlodwig I (481-511) panował zbyt wcześnie, Chlodwig II (639-657) i Chlodwig III (691-694) zbyt późno; ten ostatni panował zbyt krótko, bo tylko przez cztery lata.
To, że jest to fałszerstwo, można rozpoznać już na podstawie samego pisma. Pochodzi ono jednoznacznie z XII wieku, co potwierdza porównanie z autentycznym dokumentem merowingim króla Teudericha III z 688 roku (patrz poniżej). W przeciwieństwie do wąskiego, prawie nieczytelny pisma merowingiego, pismo dokumentu z Altmünster nie jest już tak gęste, ale wydaje się bardziej otwarte i charakteryzuje się długimi, ozdobionymi zawijasami górnymi łukami, typowymi dla późnego średniowiecza.
Oprócz aspektów formalnych istnieją również powody merytoryczne, które przemawiają przeciwko datowaniu dokumentu na okres merowingi. W dokumencie klasztor zostaje bowiem zwolniony m.in. z obciążeń obywatelskich, takich jak straż nocna i podatki, co odzwierciedla jednak stosunki, które istniały dopiero wraz z powstaniem niezależnej gminy obywatelskiej w XII wieku. Odparcie tych obywatelskich roszczeń było prawdopodobnie również motywem fałszerstwa; prawdopodobnie jako wzór posłużył prawdziwy, zaginiony dziś dokument z początku VIII wieku, w którym dodano te uzupełnienia w celu zabezpieczenia praw klasztoru.
Mimo że dokument nie był napisany zbyt starannie (w środkowej części aktu prawie cała linijka została wymazana), zakonnice przypisywały mu dużą wartość: historyk z Moguncji Nikolaus Serarius donosi w 1604 r., że dokument wisiał nad ołtarzem głównym kościoła klasztornego, gdzie wszyscy mogli go zobaczyć.
Przykład porównawczy
Król Teuderych III poświadcza darowiznę dla klasztoru św. Dionizego, 30 października 688 r. (faksymile w: W. Arndt / M. Tangl, Schrifttafeln zur Erlernung der lateinischen Palaeographie, Berlin 1904, zeszyt 1, tabl. 10).
Wydruk: Manfred Stimming (red.), Mainzer Urkundenbuch tom 1: Die Urkunden bis zum Tode Erzbischof Adalberts I. (1137). Darmstadt 1932, nr 2b.
Lit.: Brigitte Flug, Äußere Bindung und innere Ordnung. Das Altmünsterkloster in Mainz in seiner Geschichte und Verfassung von den Anfängen bis zum Ende des 14. Jahrhunderts. Z księgą dokumentów i dodatkiem dotyczącym osób (na dołączonej płycie CD-ROM) (Geschichtliche Landeskunde 61). Stuttgart 2006, s. 30-42; Heinrich Wagner, Die Mainzer Bilihild-Urkunde vom 22. April 734, w: Mainzer Zeitschrift 103 (2008), s. 3-14; Hans-Peter Schmit, Die heilige Bilhild und das Altmünsterkloster in Mainz: zur Erfindung einer frühmittelalterlichen Heiligenlegende, w: Archiv für mittelrheinische Kirchengeschichte 61 (2009), s. 11-60.
Janina Kühner
Jean Mabillon
Sztuka odróżniania prawdy od fałszu - Jean Mabillon i początki dyplomacji
Początek naukowej krytyki dokumentów wyznacza dzieło „De re diplomatica” francuskiego benedyktyna Jeana Mabillona (1632-1707) z 1681 roku, które ukazało się pośmiertnie w drugim, uzupełnionym wydaniu w 1709 roku. Mabillon po raz pierwszy podjął w nim systematyczną i teoretyczną analizę tematu: w pięciu rozdziałach omówił nie tylko strukturę i cechy dokumentów, ale także dołączył liczne przykłady tekstów i faksymile miedziorytów dokumentów, aby umożliwić weryfikację swoich ocen.
Przedstawiono stronę z piątej części, w której Mabillon omawia opis monogramów władców, tutaj na przykładzie dokumentu króla Francji Ludwika VII (panującego w latach 1137-1180) z 1167 roku. W wyjaśnieniu czytamy: „Załączamy różne monogramy Ludwika VII, jakie spotykamy w różnych dokumentach, aby nikt nie uznał ich za podejrzane, jeśli nie odpowiadają one pierwszemu monogramowi (używanemu w dokumencie z 1167 r.)”. Metoda Mabillona jest jasna: przy ocenie autentyczności dokumentu niezbędne jest porównanie.
Wolfgang Dobras
Karta cesarska Fryderyka Barbarossy
Nieuwierzytelniony, a więc podejrzany? Dokument wydany przez cesarza Fryderyka Barbarossę dla duchowieństwa Moguncji w 1173 r.
W niniejszym dokumencie z dnia 2 lipca 1173 r. cesarz Fryderyk I Barbarossa potwierdza duchowieństwu miasta Moguncji prawo do swobodnego rozporządzania swoim majątkiem ruchomym w testamencie. Tłem dla tego aktu prawnego był spór o testament kanonika z kościoła św. Wiktora, który zapisał swój majątek kapitule, nie uwzględniając tym samym domniemanych roszczeń swoich krewnych.
Pod względem formy i treści dokument z Moguncji przypomina (znany jedynie z kopii) autentyczny dokument z 1165 r. dotyczący kościoła w Wormacji, na korzyść którego cesarz rozstrzygnął podobny spór prawny. W dokumencie z Moguncji rzuca się w oczy brak pieczęci, mimo że w tekście wspomniano o złotej bulli jako środku uwierzytelniającym (wygląd złotej bulli cesarza Fryderyka I można obejrzeć w gabinecie numizmatycznym Państwowych Muzeów w Berlinie – Pruskiego Dziedzictwa Kulturowego: http://www.smb.museum/ikmk/object.php?id=18225152 )..
Po drugie, umieszczony pośrodku monogram z literami cesarza różni się od innych typowych znaków (por. porównanie zdjęć eksponatu 03a). Nie można jednak sprawdzić, czy monogram odpowiadał wzorowi z Wormacji, ponieważ oryginalny dokument z Wormacji zaginął.
Dokument z 1173 r. znajduje się w archiwum klasztoru św. Piotra w Moguncji i na podstawie pisma można go przypisać pisarzowi pracującemu w tym klasztorze. Wśród dokumentów napisanych przez niego naukowcy znaleźli jednak jeden fałszywy. Czy można z tego wywnioskować, że również ten dokument jest fałszywy? Pewne jest, że kancelaria cesarska nie brała udziału w jego sporządzeniu. Uderzający jest również brak jakichkolwiek wzmianek o wydarzeniach opisanych w dokumencie w źródłach św. Wiktora i innych klasztorów w Moguncji.
Niemniej jednak nie ma tu prawdopodobnie mowy o fałszerstwie. Jest to raczej niekompletna kopia dla odbiorcy. W tym przypadku św. Piotr sporządził ten dokument, wraz z cesarskim monogramem, z wyprzedzeniem, aby później tylko cesarz mógł go opieczętować i poświadczyć. Można tylko spekulować, dlaczego tak się nie stało.
Niemniej jednak dokument ten uzyskał moc prawną w kościele w Moguncji nawet bez poświadczenia. 12 stycznia 1193 r. proboszcz Burchard von Jechaburg w Turyngii przyznał swoim kanonikom prawo do swobodnego dysponowania swoim majątkiem, co zostało potwierdzone w 1196 r. przez arcybiskupa Konrada z Moguncji. To, że właśnie proboszcz Burchard poświadczył w 1193 r. prawo do swobodnego sporządzania testamentów, nie jest zapewne przypadkiem, ponieważ w 1173 r. był on również proboszczem kościoła św. Piotra w Moguncji. Nie wiadomo jednak, czy swoją decyzją nawiązał pośrednio do 20-letniego dokumentu cesarskiego, czy też podjął nową próbę w tej sprawie.
Wydruk: Peter Acht (red.), Mainzer Urkundenbuch tom 2,1: Die Urkunden seit dem Tode Erzbischof Adalberts I. (1137) bis zum Tode Erzbischof Konrads (1200). Darmstadt 1968, nr 349.
Lit.: Peter Acht, Probleme der Mainzer Urkundenforschung. Überlieferung und Fälschung im Stift St. Peter zu Mainz. W: Aus Verfassungs- und Landesgeschichte. Festschrift für Theodor Mayer, tom 2, red. Heinrich Büttner. Lindau 1955, s. 403-423.
Tim Möst
Karta imperialna: porównanie monogramów
Nieuwierzytelniony, a więc podejrzany? Dokument cesarza Fryderyka Barbarossy dla duchowieństwa Moguncji z 1173 r. Porównanie monogramów
Górny i dolny monogram pochodzą z kancelarii cesarskiej, natomiast środkowy monogram został wykonany przez klasztor św. Piotra w Moguncji. Środkowy monogram z klasztoru św. Piotra różni się znacznie od obu pozostałych monogramów, zarówno od typowego górnego, jak i rzadkiego dolnego.
Pierwsza ilustracja przedstawia typowy monogram cesarza Fryderyka I na dokumencie z 1158 roku. Pochodzi ona z: Digitale Urkundenbilder 4: Kaiser- und Königsurkunden der Staufer (1138-1268), wyd. Walter Koch i Christian Friedl, Lipsk 2010, tablica 6. Drugi rysunek pochodzi z dokumentu archiwum miejskiego w Moguncji i przedstawia monogram dokumentu cesarskiego z 1173 r. Trzeci rysunek przedstawia monogram Fryderyka na dokumencie z 1168 r. Rysunek pochodzi z Instytutu Badawczego Archiwum Fotograficznego Starszych Oryginalnych Dokumentów, Marburg, nr ZNr. 1890 (E 614).
Gutenberg i św. Wiktor
Podejrzany wpis członka - Gutenberg i jego związek z opactwem św. Wiktora w Moguncji
Nie ma chyba bardziej znanego mieszkańca Moguncji niż Johannes Gutenberg, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Johannes Gensfleisch. Dzisiaj ten człowiek, którego wynalazek uważany jest za przełom do nowożytności, jest znany każdemu. W tamtych czasach było jednak inaczej, jego wynalazek dopiero pośmiertnie zyskał światowe znaczenie, z jakim kojarzymy go dzisiaj. Jego śmierć datuje się zazwyczaj na 3 lutego 1468 roku w Moguncji. Ważnym źródłem tej informacji jest pasek pergaminu wystawiony w Muzeum Gutenberga (patrz ilustracja).
Znajduje się na nim napis „hengin Gudenberg ciuis mag[untinus]”, co oznacza, że Gutenberg był obywatelem Moguncji. Pasek ten znaleziono w spadku po profesorze uniwersytetu w Moguncji, historyku prawa i bibliotekarzu Franzu Josephie Bodmannie, który żył i działał w Moguncji na przełomie XVIII i XIX wieku. Jednak po jego śmierci dość szybko okazało się, że w jego zbiorach znajdowały się fałszerstwa wykonane przez niego samego. Również ten pasek pergaminu był podejrzany o to, że jest nowym dziełem Bodmanna.
Ilustracja powyżej przedstawia księgę bractwa klasztoru św. Wiktora. Badacze od początku byli zgodni, że pasek należy do przedstawionej tutaj księgi bractwa klasztoru św. Wiktora, który niegdyś znajdował się w dzisiejszej dzielnicy Mainz-Weisenau. Księga została założona w 1384 r., kiedy bractwo pogrzebowe odnowiło swoje zasady. Pierwsza część zawiera listę żyjących członków, druga – listę zmarłych członków. Pasek z napisem Gutenberga pochodzi z drugiej części. Bodmann po prostu go wyciął, co dla dzisiejszych archiwistów i historyków jest niewyobrażalnym aktem zniszczenia dokumentu. Ten czyn oraz znalezienie paska w spadku „obciążonego” Bodmanna spowodowały, że również fragment, a dokładniej napis na nim, stał się podejrzany o sfałszowanie przez Bodmanna.
Historyk Gottfried Zedler twierdził jednak nie tylko, że Bodmann sam umieścił napis na pasku, ale także sugerował, że to on wpisał do książki nazwisko Gutenberga, które również figurowało na liście żyjących członków. Bodmann miał następnie zeskrobać to nazwisko, aby zwiększyć autentyczność tego fragmentu. To Karl Stamm, stosując tzw. metodę luminescencyjną opartą na naświetlaniu światłem ultrafioletowym, był w stanie uwidocznić różne warstwy pisma i stwierdził, że Bodmann, dysponując skromnymi środkami, nie był w stanie sfałszować wpisu (wiersz między „Hilla famula” a „Anna de Cronenberg”, zaznaczony czerwoną strzałką: „Hengin Gudenberg civis Maguntin[us]”). Dziś nie ma już wątpliwości, że Gutenberg był świeckim członkiem bractwa św. Wiktora, które skrupulatnie prowadziło rejestr swoich członków.
Druk: Karl Schorbach, Die urkundlichen Nachrichten über Johann Gutenberg, w: Otto Hartwig (red.), Festschrift zum 500jährigen Geburtstage von Johann Gutenberg, Moguncja 1900, s. 133-256, tutaj nr 26, s. 222-226.
Lit.: Gottfried Zedler, Gutenberg und seine Zugehörigkeit zum Mainzer St. Viktor-Stift – Eine Fälschung Bodmanns?, w: Mainzer Zeitschrift 35 (1940), s. 49 i nast.;
Karl Stamm, Gutenberg und seine Zugehörigkeit zum Mainzer St. Viktor-Stift – Eine Fälschung Bodmanns? Eine Stellungnahme zur Behauptung Zedlers in der Mainzer Zeitschrift 35, 1940, s. 49/50, w: Mainzer Zeitschrift 56/57 (1961/62), s. 183-187;
Sabina Wagner, Vermerk über den Tod Gutenbergs im liber fraternitatis des St. Viktor-Stifts, w: Wolfgang Dobras (red.), Gutenberg – aventur und kunst. Od tajnego przedsięwzięcia do pierwszej rewolucji medialnej. Katalog wystawy miasta Moguncji z okazji 600. rocznicy urodzin Johannesa Gutenberga, wyd. przez miasto Moguncja, Moguncja 2000, nr GM 162, s. 356 i nast.
Stephanie Eifert
Certyfikat tkacza z 1099
Tkacze z Moguncji - najstarszy cech w Niemczech?
W dokumencie wydanym przez arcybiskupa Rutharda z Moguncji w 1099 r. cech tkaczy z Moguncji zostaje zwolniony z obowiązku pełnienia miejskich funkcji „Heimburgen” (strażnika miejskiego) i „Schenken” (nadzorcy serwującego wino). W zamian tkacze zobowiązani są do konserwacji części dachu kościoła św. Stefana i zaopatrywania kościoła w świece.
Na pierwszy rzut oka to sensacja! Jeśli wierzyć dokumentowi, to już pod koniec XI wieku w Moguncji istniał w pełni rozwinięty system cechowy. Moguncja byłaby zatem pierwszym niemieckim miastem, w którym powstały takie stowarzyszenia rzemieślnicze.
Jednak po bliższym przyjrzeniu się dokumentowi można stwierdzić na podstawie pisma, że musi to być fałszerstwo: wydłużone litery w pierwszym wierszu sprawiły pisarzowi wyraźne problemy. Wyglądają one niezgrabnie i drżąco, jakby zostały napisane ręką dziecka. Trzonki liter u i i są rozcięte u góry, co jest nietypowe dla rzekomego okresu powstania dokumentu, a próba naśladowania typowej dla tamtej epoki litery a z otwartą górną częścią nie jest przekonująca. Ponadto w dokumencie wymieniono szereg urzędów (np. „rectorum” = skarbnik) i pojęcia („heimburgenambet” nie zlatynizowane!), które wyraźnie wskazują na XIII-wieczny Moguncję rządzoną przez radę miejską.
Ale kim byli fałszerze? Nie byli to tkacze. Zostali oni bowiem zwolnieni z wymienionych urzędów dopiero w 1175 roku przez arcybiskupa Christiana z Moguncji, więc nie mieliby motywu. Fałszerze najwyraźniej wzorowali się na tym dokumencie arcybiskupa Christiana, ale jeden szczegół jest inny: w fałszerstwie weberzy są zobowiązani nie tylko do sfinansowania oświetlenia kościoła, jak w prawdziwym dokumencie z 1175 r., ale także do zadbania o dach kościoła. Powodem tego było to, że w połowie XIII wieku kolegiatka św. Stefana była w złym stanie technicznym i kanonicy najwyraźniej mieli nadzieję, że dzięki sfałszowaniu dokumentu będą mogli zmusić tkaczy do wykonania prac remontowych. Prace te okazały się jednak zbędne, ponieważ w 1257 roku rozpoczęto budowę nowego kościoła.
Wydruk: Manfred Stimming (red.), Mainzer Urkundenbuch tom 1: Die Urkunden bis zum Tode Erzbischof Adalberts I. (1137). Darmstadt 1932, nr 399.
Lit.: Ludwig Falck, Das Mainzer Zunftwesen im Mittelalter, w: Alfons Schäfer (red.), Oberrheinische Studien III. Festschrift für Günther Haselier aus Anlass seines 60. Geburtstages am 19. April 1974, Karlsruhe 1975, s. 267-288, tutaj s. 269.
Yannick Weber
Piotra z 819 r.
Kopia rzekomego oryginału - sfałszowanego aktu darowizny dla opactwa św. Piotra z 11 kwietnia 819 r.
11 kwietnia 819 r. Werinfleoz podarował klasztorowi św. Piotra w Moguncji ziemię w (Moguncji-)Kastel o powierzchni dwóch łanów i sześciu mniejszych działek, a swój darowiznę poświadczył przed sądem publicznym w Kastel.
Akt prawny zachował się jedynie w postaci kopii sporządzonej przez profesora uniwersytetu w Moguncji i historyka Franza Josepha Bodmanna (1754-1820): zgodnie z adnotacją umieszczoną na górze kartki Bodmann sporządził ją na podstawie oryginału znajdującego się w archiwum departamentu Donnersberg, które od 1798 roku było archiwum państwowym odpowiedzialnym za Moguncję i Rheinhessen. Luka w czwartym wierszu, oznaczona kreskami jako nieczytelna, sprawia, że kopia wydaje się szczególnie autentyczna i wiarygodna.
Uderzające jest jednak to, że istnieje tylko ta jedna kopia i nie ma żadnych innych wskazówek dotyczących oryginału. Ponadto Petersstift zostało założone dopiero w X wieku, więc dokument nie może być autentyczny. Najwyraźniej Bodmann, którego głównym przedmiotem badań była historia prawa, był zainteresowany jak najwcześniejszym dowodem istnienia publicznego sądu w Kastel i nie wahał się przed samodzielnym stworzeniem odpowiednich źródeł.
Wydruk: Manfred Stimming (red.), Mainzer Urkundenbuch tom 1: Die Urkunden bis zum Tode Erzbischof Adalberts I. (1137). Darmstadt 1932, nr 124.
Lit.: Manfred Stimming, Zwei gefälschte karolingische Gerichtsurkunden, w: Mitteilungen des Instituts für österreichische Geschichtsforschung 35 (1914), s. 495-501; Heinrich Büttner, Zum Bodmann-Problem. Ein Beitrag zur Geistesgeschichte des 18. Jahrhunderts und zur Urkundenforschung, w: Historisches Jahrbuch 74 (1955), s. 363-372, tutaj s. 365; Hermann Knaus, Bodmann und Maugérard, w: Archiv für Geschichte des Buchwesens 1 (1958), s. 175-178.
Marie Dax
Szablon dla sfałszowanego dokumentu z 819 r.
Jeden z szablonów sfałszowanego przez Bodmanna aktu darowizny dla opactwa św. Piotra z 11 kwietnia 819 r.
Bodmann wykorzystywał do sporządzania swoich fałszerstw odpowiednie fragmenty prawdziwych dokumentów innych klasztorów i fundacji. Przykładem jest formuła, którą Bodmann użył we wstępie (tzw. arenga) do pokazanego tutaj dokumentu z 819 roku: „evangelica vox admonet dicens: date elemosinam et ecce omnia munda sunt vobis” (według Łukasza 11,41: Głos ewangelisty napomina: Dawajcie jałmużnę, a wszystko będzie dla was czyste). Ta bardzo popularna we wczesnośredniowiecznych dokumentach darowizn formuła znajduje potwierdzenie na przykład w przypadku klasztoru Lorsch, którego dokumenty od 1768 roku były również dostępne w wersji drukowanej. W ten sposób Bodmann mógł łatwo wybrać odpowiedni dla siebie dokument, jak pokazuje nr 267 – darowizna braci Waltmunda i Hugimunda na rzecz klasztoru Lorsch z 789 roku (odpowiednia formuła znajduje się w 3. i 4. wierszu).
Franz Joseph Bodmann
"Ulepszacz" minionych czasów - kolekcjoner dokumentów Franz Joseph Bodmann
Po studiach prawniczych i politologicznych na uniwersytetach w Würzburgu i Getyndze, w 1780 roku, w wieku 26 lat, Franz Joseph Bodmann został mianowany profesorem Uniwersytetu w Moguncji. Wykładał tam prawo prywatne i lenno oraz dyplomację. W tym czasie rozpoczął również badania archiwów kurstatu w ramach projektu książki poświęconej historii arcybiskupstwa w Moguncji. W ramach tych badań sporządził ponad 21 000 kopii dokumentów. Jednak upadek kurstatu i przejście Moguncji pod panowanie Francji pod koniec 1797 roku zniweczyły jego plany.
Ilustracja przedstawia stronę tytułową „Rheingauischen Altertümer” z najstarszymi pieczęciami hrabiów Rheingrafów. Od tego czasu pracując w służbie sądowej Francji, nowa administracja zatrudniła go dodatkowo jako archiwistę również upadłego uniwersytetu elektorskiego, a w 1806 r. mianowała go dyrektorem biblioteki miejskiej. Jeśli już okres przemian pod znakiem sekularyzacji ułatwił Bodmannowi dostęp do archiwów (zwłaszcza klasztorów i fundacji) i umożliwił mu stworzenie własnej kolekcji dokumentów, to teraz miał on bezpośredni dostęp do źródła, aby oddawać się swojej pasji do dokumentów, rękopisów i książek. Jednak w 1814 roku został zwolniony ze stanowiska bibliotekarza miejskiego z powodu „nieprawidłowości”: Bodmann bez kontroli „pożyczał” książki i dokumenty do swojego domu, a ponadto wycinał cenne miniatury z kodeksów, aby włączyć je do swojej własnej kolekcji. Cały zakres jego malwersacji został jednak ujawniony dopiero po jego śmierci w 1820 roku, kiedy to stwierdzono, że znaczna część jego spuścizny zawierała oryginalne dokumenty z archiwów publicznych.
Bodmann zawdzięczał stosunkowo łagodne potraktowanie swojej sprawy swojej reputacji znakomitego dyplomaty. Ukoronowaniem jego sławy była opublikowana w 1819 r. książka „Rheingauische Altertümer” („Starożytności Rheingau”), bogata w źródła historia dawnej kurmainckiej prowincji Rheingau. Jednak już współcześni mu bibliotekarze, tacy jak Nikolaus Kindlinger (1749-1819), wyrażali wątpliwości co do pracy Bodmanna; od końca XIX wieku historycy udowodnili Bodmannowi konkretne fałszerstwa. Nie były to jednak w większości przypadków całkowite zmyślenia; Bodmann raczej tworzył nowe treści na podstawie wiedzy czerpanej z niezliczonych autentycznych źródeł lub przypisywał dokumentom starszy wiek. Aby ratować jego reputację, Helmut Mathy scharakteryzował Bodmanna jako „poprawiającego” minione czasy, który w ten sposób chciał wypełnić luki w wiedzy na temat historii Moguncji i środkowego Renu. Należy jednak uważać, aby nie traktować wszystkich dzieł Bodmanna jako potencjalnych fałszerstw. W wielu swoich kopiach wykazuje się on jako dokładny i rzetelny historyk, przez co jego dzieło pozostawia mieszane wrażenie.
Lit.: Ferdinand Wilhelm Emil Roth, F. J. Bodmann, ein Fälscher der Mainzer und Rheingauer Landesgeschichte, w: Deutsche Geschichtsblätter 10 (1909), s. 133-152; Adalbert Erler, F.J. Bodmann, ein Förderer und Fälscher der Rheinischen Rechtsgeschichte, w: Festschrift Albert Stohr, Bischof von Mainz. Jahrbuch für das Bistum Mainz 5 (1950), s. 473-493; Heinrich Büttner, Zum Bodmann-Problem. Ein Beitrag zur Geistesgeschichte des 18. Jahrhunderts und zur Urkundenforschung, w: Historisches Jahrbuch 74 (1955), s. 363-372; Elisabeth Darapsky, Die Verluste der Mainzer Stadtbibliothek unter der Amtsführung von F.J. Bodmann und der Prozess gegen die Erben Bodmanns, w: Mainzer Zeitschrift 54 (1959), s. 12-30; Helmut Mathy, Franz Joseph Bodmann – kontrowersyjny, ale niezwykle uczony, w: 200 Jahre Stadtbibliothek Mainz, wyd. Annelen Ottermann i in. (Publikacje Biblioteki Miejskiej i Biblioteki Publicznej w Moguncji „Anna Seghers” 52). Wiesbaden 2005, s. 59-65.
Wolfgang Dobras
Szlachecka rodzina Ageduch
Rzymski akwedukt jako imiennik rycerskiej dynastii? Szlachecka rodzina Bretzenheimów z rodu Ageduchów
Na początku XIX wieku Franz Joseph Bodmann wykonał rysunki nagrobków z klasztoru cystersów Maria Dalheim w Zahlbach, zanim został on zburzony. Wśród nich znajdują się dwa rysunki przedstawiające grób „rycerza Ortwina zwanego von Ageduch” („dictus de Ageduch”) z 1266 r. oraz nagrobek „Iutty”, żony rycerza Heinricha von Ageduch, z 1322 r. Na obu płytach nagrobnych widnieje herb rodziny Ageduch. Tarcza herbowa jest ozdobiona trzema gwiazdami, dwiema gwiazdami u góry i – oddzieloną belką – jedną gwiazdą u dołu. Belka jest ozdobiona trzema lub czterema łukami. Co może być bardziej oczywistego niż wywodzenie herbu i nazwy rodu z pozostałości rzymskiego akweduktu, tzw. kamieni rzymskich, znajdujących się niedaleko klasztoru i widocznych do dziś?
W ten sposób herb zyskał w ostatnich latach szczególne znaczenie w Moguncji, ponieważ każdy darczyńca, który przyczynił się do konserwacji kamieni rzymskich, otrzymał w formie dokumentu herb „Ageduchs”.
W 1958 roku Fritz Viktor Arens w swojej książce „Die Inschriften der Stadt Mainz von frühmittelalterlicher Zeit bis 1650” (Inskrypcje miasta Moguncji od wczesnego średniowiecza do 1650 roku) również ocenił te rysunki Bodmanna, nie wątpiąc w istnienie przedstawionych nagrobków, pomimo pewnych nieścisłości. Dzięki publikacji Arensa początkowo nie wzbudzało to już żadnych podejrzeń. Dopiero w 2007 roku Josef Heinzelmann zdemaskował ród rycerski Ageduchów wraz z herbem jako fałszerstwo Bodmanna.
Gdyby grób Ortwina von Ageducha naprawdę istniał, byłby to najstarszy grób osoby niebędącej duchownym, datowany na 1266 rok, a jednocześnie najstarszy grób z herbem w Moguncji. Jednakże w XIII wieku nie było jeszcze zwyczajem stosowania herbów „mówiących”, czyli przedstawiania imienia w formie graficznej w herbie. W przypadku przedstawionego akweduktu tak właśnie byłoby. Po drugie, słowo „dictus” pojawia się w kontekście wymieniania przydomka w Moguncji po raz pierwszy w 1381 roku. Ponadto poza rysunkiem Bodmanna w Moguncji nie ma żadnej innej wzmianki o nazwisku „dictus de Ageduch” ani o herbie. Nazwa „Ageduch” pojawia się wprawdzie, ale tylko jako nazwa pola. Rysunek nagrobka zmarłej w 1322 roku „Iutty” miał prawdopodobnie służyć uwiarygodnieniu nagrobka Ortwina. Ani Iutta, ani jej mąż, rycerz Heinrich von Ageduch, nie są wymienieni w źródłach.
Lit.: Josef Heinzelmann, Dictus de Ageduch, w: Mainzer Zeitschrift 102 (2007), s. 159-166.
Catrin Abert
Konkubina kardynała
Konkubina kardynała - atrybucja Bodmanna
Kardynał Albrecht von Brandenburg (1490-1545), arcybiskup Moguncji od 1514 roku, był podejrzany o konkubinat jeszcze za życia. Nikt inny jak reformator Marcin Luter potępił go w publicznych polemikach. Jednak spekulacje na temat kardynała Albrechta i jego kochanek osiągnęły swój szczyt dopiero w XIX wieku. Szczególnie znaczący okazał się podpis pod rysunkiem Bodmanna.
Rysunek przedstawia obraz na desce (patrz zdjęcie) malarza Simona Francka (ok. 1500 – 1546/47) z wizerunkiem św. Urszuli, który obecnie wraz z innym obrazem przedstawiającym św. Marcina znajduje się w muzeach miasta Aschaffenburg. Oba obrazy pochodziły ze skarbca katedry w Moguncji i zostały sprzedane na aukcji w 1801 roku za panowania francuskiego. Tuż przed tym Bodmann skopiował obraz św. Urszuli. Ponieważ na drugim obrazie, przedstawiającym św. Marcina w szatach biskupich, wyraźnie widać rysy kardynała Albrechta, Bodmann przypuszczał, że za postacią św. Urszuli również kryje się prawdziwa osoba. Narzędzie męki św. Urszuli, strzałę, zinterpretował jako broń Amora i zidentyfikował świętą jako kochankę kardynała. W podpisie pod rysunkiem nazwał ją „Rehdingerin”; imię to pochodziło od imienia świętej. W rzeczywistości nie ma jednak żadnego pisemnego dowodu na istnienie Ursuli Rehdinger w otoczeniu Albrechta, a tym bardziej dowodu na to, że była ona jego konkubiną. Nie
będąc fałszerstwem w dosłownym tego słowa znaczeniu, przypisanie Bodmanna przyczyniło się jednak do powstania legendy o kardynale Albrechtcie i jego kochankach. Oprócz dwóch jedynych kobiet, które można jednoznacznie powiązać z życiem Albrechta – Leys Schütz, z którą miał córkę, i Agnes Bless, którą mianował przełożoną kościoła beginek w Aschaffenburgu – w ten sposób kardynałowi przypisano trzecią, fikcyjną kochankę.
Lit.: Kerstin Merkel, Die Konkubinen des Kardinals – Legenden und Fakten, w: Gerhard Ermischer / Andreas Tacke (red.), katalog wystawy „Cranach im Exil. Aschaffenburg um 1540: Zuflucht, Schatzkammer, Residenz”. Regensburg 2007, s. 79-97.
Patrick Beaury
Nikolaus Müller
"Krytyczny historyku, zamknij oczy i nie podchodź zbyt blisko!" - Nikolaus Müller i początki minstrela Henryka z Miśni
Szczególne znaczenie dla życia kulturalnego Moguncji miał nauczyciel gimnazjalny i konserwator miejskiej galerii obrazów Niklas Müller (1770-1851). Jednak pozytywny wizerunek Müllera został zszargany w ostatnich latach jego życia. Nie zawsze podchodził do prawdy tak rygorystycznie, jak pokazuje cytat w nagłówku. W przypływie przesadnego lokalnego patriotyzmu dał się ponieść emocjom i stworzył nową biografię ważnej postaci średniowiecza: minstrela Frauenloba.
Frauenlob, którego prawdziwe imię brzmiało Heinrich von Meißen, uważany jest za jednego z największych średniowiecznych poetów. Jego przydomek wywodzi się od jego najsłynniejszego utworu, pochwały Matki Boskiej. Niewiele wiadomo o jego biografii. Urodzony prawdopodobnie w połowie XIII wieku w Miśni, Frauenlob podróżował po imperium jako wędrowny śpiewak. Wiadomo na pewno, że ostatnio działał na dworze elektora Moguncji. Zmarł w Moguncji w 1318 roku. Jego nagrobek (a raczej rekonstrukcja z 1783 roku) można do dziś podziwiać w krużganku katedry. W ramach rosnącego zainteresowania historią „ojczyzny” Frauenlob został ponownie odkryty pod koniec XVIII wieku. Nikolaus Müller również podzielał entuzjazm dla Frauenloba. Poszedł jednak o krok dalej niż inni badacze zajmujący się tą postacią. Müller stworzył zupełnie nową biografię Heinricha von Meißen, dostosowaną oczywiście do potrzeb Moguncji.
W ten sposób bez wahania zmienił „Heinrich von Meißen” na „Heinrich zur Meise” i wyjaśnił, że urodził się on w 1270 roku w Moguncji w domu „Güldenwürfel”; jego nazwisko nie pochodzi od miejsca urodzenia poety, ale raczej od ptaka sikorki. Jego ojcem był patrycjusz Diether zur Meise. Wszystkie te informacje zaczerpnął z rękopisów biblioteki katedralnej, zanim spłonęły one podczas oblężenia Moguncji w 1793 roku.
Fragmenty tych rękopisów zachowały się w spuściźnie Müllera. Na przykład prezentowana tutaj strona VII pokazuje, że Müller zapisał dokładne daty i notatki dotyczące życia Frauenloba. W innym miejscu zbioru wspomina nawet o „Marii”, która rzekomo była mamką Frauenloba pochodzącą z Bretzenheim.
Teza Müllera została rozpowszechniona przede wszystkim przez bibliotekarza Alfreda Börckela, który w 1880 roku opisał to wielkie odkrycie Müllera w swojej własnej pracy poświęconej Frauenlobowi. Opierając się na pracy Müllera, Börckel napisał wierszem biografię minstrela, nie rozróżniając dokładnie między poezją a historią. W biografii tej Börckel połączył zachowane wiersze Frauenloba z własnymi, fikcyjnymi utworami, aby nakreślić całościowy obraz twórczości minstrela. Börckel narysował nawet herb z sikorką, aby potwierdzić rzekomo prawdziwe pochodzenie Frauenloba z Moguncji. Jednocześnie uznał Frauenloba za ojca założyciela mistrzów śpiewu: pierwsza szkoła mistrzów śpiewu została założona przez niego w Moguncji w 1296 roku.
Z okazji swojej 50. rocznicy powstania, założony w 1904 roku męski chór „Frauenlob” z Moguncji wydał pamiątkową publikację, której okładkę zdobił rysunek głowy minstrela z nagrobka w krużganku katedry. Podpis w naturalny sposób nawiązywał do zapoczątkowanego przez Niklasa Müllera przejęcia Frauenloba jako „Heinrich zur Meise” z Moguncji.
Lit.: Werner Brilmayer, Nikolaus Müller (1770-1851). Eine Gestalt des Mainzer Geisteslebens von der Aufklärung bis zur Mitte des 19. Jahrhunderts, w: Mainzer Zeitschrift 89 (1994), s. 157-166; Wolfgang Dobras, Meister Heinrich Frauenlob. Ein Dichterfürst und sein Nachruhm in Mainz. W: Joachim Schneider / Matthias Schnettger (red.), Verborgen – Verloren – Wiederentdeckt. Miejsca pamięci w Moguncji od starożytności do XX wieku. Darmstadt 2012, s. 45-66.
Anika Rech
Fałszowanie monet
Prawdziwie fałszywe czy zwodniczo prawdziwe? Fałszywe monety Nikolausa Seeländera dla kolekcjonerów
W okresie panowania dynastii Stauferów, od połowy XII do połowy XIII wieku, nowa technika bicia monet rozpowszechniła się głównie we wschodniej części Cesarstwa Rzymskiego, począwszy od obszaru dzisiejszej Turyngii. W przeciwieństwie do zwykłych dwustronnych fenigów, fenigi te były cienko walcowane i ze względu na swoją dużą cienkość były wybite tylko jednostronnie w wysokim reliefie. Jednak średnica tych fenigów była znacznie większa i wynosiła do 50 milimetrów, co dawało grawerom większe możliwości artystyczne.
Ze względu na bogactwo wariantów wizerunków na monetach, te „brakteaty” (od łac. bractea = cienka blacha) znalazły się w centrum zainteresowania ówczesnych badaczy monet, gdy pod koniec XVII wieku zaczęła się rozwijać numizmatyka naukowa. Jednocześnie bracteaty „pobudzały wyobraźnię znacznej grupy antykwariuszy i kolekcjonerów” i „spowodowały powstanie specyficznego zapotrzebowania rynkowego” (Niklot Klüßendorf). Wzrosło również zapotrzebowanie na te monety. Nie można było jednak zaspokoić tego popytu wyłącznie dzięki znaleziskom monet, co otworzyło fałszerzom możliwość dodatkowego zaspokojenia potrzeb rynku.
Wybitną rolę zarówno w badaniach nad brakteatami, jak i w ich fałszowaniu odegrał Nikolaus Seeländer (1683-1744), ślusarz, medalier i miedziorytnik z Erfurtu. Ceniony jako ilustrator przez uniwersalnego uczonego Gottfrieda Wilhelma von Leibniza (1646-1716), Seeländer zawdzięczał mu nawet zatrudnienie jako rytownik w Bibliotece Królewskiej w Hanowerze. Leibniz wspierał Seeländer w jego staraniach o uzyskanie dostępu do kolekcji i kolekcjonerów brakteatów. Jego listy polecające otworzyły Seeländerowi wiele drzwi. Badanie wielu autentycznych monet poprawiło talent Seeländer do tworzenia własnych imitacji brakteatów. Przypisuje mu się około 300 stempli. Ze względu na ich wyjątkowo wysoką jakość Seeländer jest uważany za „fałszerza brakteatów” par excellence! Perspektywa osiągnięcia znacznych zysków ze sprzedaży swoich „rzadkości” mogła motywować Seeländera do działania w takim samym stopniu, jak chęć wystawienia na próbę lub oszukania innych numizmatyków.
Jednym z powodów, dla których większość fałszerstw Seeländera została odkryta dopiero w XIX wieku lub później, jest stosowana przez niego taktyka ukrywania. W swoich publikacjach numizmatycznych umieszczał rysunki swoich własnych fałszerstw wraz z rysunkami prawdziwych brakteatów. Przykładem jest druk z 1725 r. poświęcony elektorowi Moguncji Lotharowi Franzowi von Schönbornowi, zawierający zestawienie wszystkich brakteatów wybitych w Erfurcie w latach 1111–1284. Na tablicy I dołączonej do ilustracji obok prawdziwej monety nr 18 znajduje się również fałszywa moneta nr 15, wykonana przez niego. Ze względu na dokładność jego rysunków, które chwalili już jego współcześni, jego prace, a tym samym również fałszywe monety, znalazły szerokie rozpowszechnienie.
Oryginalny brakteat z Erfurtu (nr 18 "Skarbu Müntza" z 1725 r.)
Moneta została wybita w Erfurcie za panowania arcybiskupa Moguncji Christiana I von Buch (1165-1183). Dwuczęściowy obraz przedstawia z przodu św. Marcina z księgą w lewej ręce i prawą ręką uniesioną w geście błogosławieństwa. Wokół niego widnieje napis, zaczynający się od prawej strony: + S (?) MARTINV´ CHRISTANV´ ARC EPC + N. Dolna część popiersia przedstawia arcybiskupa patrzącego w prawo, z pastorałem w prawej ręce, a lewą ręką opartą na pulpicie.
Kuty brakteat z Erfurtu (nr 15 "Skarbu Müntza" z 1725 r.)
Fałszerstwo zdobi jako motyw centralny legendę o św. Marcinie, który daje żebrakowi monetę. Wokół niego, zaczynając od prawej górnej strony, widnieje napis: SC-S MARTINVS – MOGVNCIE DOMINVS (= św. Marcin – pan Moguncji). Obraz pod łukiem przedstawia popiersie arcybiskupa z otwartą księgą i pastorałem w lewej i prawej ręce. W łuku widnieje jego imię: CRI´AN´EPCOP´ (= Christian Bischof). W porównaniu z prawdziwym bracteatem fałszerstwo Seeländersa można rozpoznać przede wszystkim po śladach po wykrawaniu na obrzeżu, które wydają się być wbite twardymi żelaznymi punktakami od tylnej strony monety. Oprócz zbyt ostrych konturów uwagę zwraca również bladofioletowe zabarwienie metalu monety Seeländera. Pod względem wagi (0,88 g) moneta nie różni się jednak od prawdziwych bractetów z Erfurtu.
Lit.: Niklot Klüßendorf, Der angebliche Elisabeth-Brakteat des Nikolaus Seeländer (1682-1744), w: Jahrbuch der Gesellschaft für Thüringer Münz- und Medaillenkunde 17 (2006/07), s. 131-135; Rainer Thiel, Die Brakteatenfälschungen des Nicolaus Seeländer (1683-1744) und seine „Zehen Schriften” zur mittelalterlichen Münzkunde verbunden mit einem vollständigen Nachdruck von Seeländers 1743 erschienenen Werk. Ludwigshafen 1990.
Daniel Schildger
Talar z Moguncji z 1438 r.
Najstarszy talar z Moguncji z 1438 roku - moneta jako przedmiot prestiżu elektora Moguncji
W ramach reformy uniwersytetu w Moguncji, przeprowadzonej przez księcia elektora Friedricha Karla Josepha von Erthala i zakończonej w 1784 roku, powstało również własne gabinet numizmatyczny. Miał on służyć wsparciu nauk pomocniczych, aby „wyjaśniać studentom historię” i „przekazywać im gruntowną wiedzę w zakresie numizmatyki”. Książę elektor z wielkim zainteresowaniem śledził dalszy rozwój swojego gabinetu, którego kuratorem mianował doświadczonego eksperta numizmatycznego, radcę dworskiego Johanna Georga Reutera.
Erthal dołożył wszelkich starań, aby w uniwersyteckim gabinecie numizmatycznym znalazł się egzemplarz najstarszego talara kurmainckiego z 1438 roku, pochodzącego od arcybiskupa Dietricha von Erbacha. Talar ten byłby ponadto najstarszym talarem wybitym w imperium, dlatego też miał szczególną wartość kolekcjonerską wykraczającą poza granice Moguncji. Była to jednak fantazyjna fałszywka, która po raz pierwszy została stworzona w czasie wojny trzydziestoletniej. Pomimo wątpliwości, ponieważ bicie (prawdziwych) talarów zwykle datowano dopiero na rok 1486, Reuter nie wątpił naprawdę w autentyczność monety. W 1784 roku, na polecenie księcia elektora, podjął działania, gdy taka moneta została wystawiona na aukcji monetarnej w Lipsku. Próba ta nie zakończyła się jednak sukcesem; talar Dietricha trafił w ręce innego właściciela za kwotę 552 talarów rzeszy. Od tego czasu elektor wielokrotnie wyrażał Reuterowi swoje niezadowolenie z powodu nieudanego zamachu, tak że ten podjął ponownie działania, gdy w 1791 roku frankfurcki handlarz monetami Mayer Amschel Rothschild zaoferował mu egzemplarz talara. Ponieważ administracja finansowa uniwersytetu odmówiła udzielenia zaliczki, Reuter uzyskał upoważnienie do transakcji bezpośrednio od elektora. Rozczarowanie było jednak ogromne, gdy Reuter po raz pierwszy obejrzał przesłany mu talar. Niemniej jednak Reuter uznał sfałszowany talar za „wystarczająco interesujący dla numizmatyki mainskiej”. Udało mu się przekonać księcia elektora do swojej opinii, tak że moneta została ostatecznie nabyta dla uniwersyteckiego gabinetu numizmatycznego za obniżoną, ale nadal pokaźną sumę 100 fl.
Lit.: Wolfgang Dobras, Das Münzkabinett der kurfürstlichen Universität Mainz und sein Kurator Johann Georg Reuter, w: Numismatisches Nachrichtenblatt 60 (2011) nr 11, s. 444-451, tutaj s. 449.
Tak zwany. Talar żebraczy elektora Moguncji Daniela Brendela von Homburg z 1567 r.
Chociaż talary były bite w imperium już od końca XV wieku, kuria w Moguncji zaczęła bić te duże srebrne monety o wadze około 29 g dopiero w 1567 roku. Podczas gdy awers zdobi herb księcia elektora, rewers zdobi patron arcybiskupstwa w Moguncji, św. Marcin.
Taler z 1438 r.: fałszerstwo fantasy udokumentowane od XVII wieku
Ilustrację (do góry nogami!) rzekomo najstarszego talara, wybitégo przez arcybiskupa Moguncji Dietricha von Erbacha w 1438 r., po raz pierwszy opublikował hamburski księgarz Bernd Arendts w swoim dziele „Müntz-Buch: Darinnen zu besehen die besten und schönsten sowohl alte als newe Gelt-Müntze” („Książka o monetach: w której można obejrzeć najlepsze i najpiękniejsze stare i nowe monety”), wydanym w drugim nakładzie w 1641 r. (s. 61 nr 1). Informacja na marginesie dotycząca przeliczenia monety na walutę miśnieńską i lübecki sugerowała szeroki obszar obiegu, a tym samym autentyczność monety. Pytanie, czy ilustracja ta posłużyła jako wzór dla fałszerzy w XVIII wieku, pozostaje otwarte.
Kuty talar z 1438 roku elektora Moguncji Dietricha von Erbach (1434-1459)
W zbiorach archiwum miejskiego, przechowywanych w gabinecie monet uniwersyteckich elektora, zachował się sfałszowany talar z 1438 r., zakupiony w 1791 r. Już sam fakt złej jakości odlewu wskazuje na to, że jest to fałszerstwo. Na awersie monety znajduje się kwadratowy herb Mainz/Erbach (napis: THEODO D G ARCHIEPS MAGVNT MO B); rewers sugeruje, że jest to wspólna moneta książąt elektorów nadreńskich, ponieważ przedstawia trójkątny herb Kolonii, Trewiru i Palatynatu.
Napis na monecie brzmi: ANNO MIL QVAT CENT TRIGINT OCTO = 1438. Zobacz także fałszerstwa K. W. Beckersa.
Kolejny talar z Moguncji z 1438 r.: falsyfikat autorstwa radcy dworu w Isenburgu Karla Wilhelma Beckera (1772-1830)
Talerz z 1438 roku był pod koniec XVIII wieku tak pożądany przez kolekcjonerów, że był również podrabiany przez innych fałszerzy i sprzedawany z dużym zyskiem. Wśród tych fałszerzy był radca dworski z Isenburga Karl Wilhelm Becker, który prowadził dynamiczny handel swoimi fantazyjnymi monetami w Offenbachu, ale był również ceniony za swoją wiedzę na temat antyków i numizmatyki, między innymi przez Goethego. Stemple używane do fałszowania talara z Moguncji z 1438 r. zachowały się i są obecnie przechowywane w gabinecie numizmatycznym Państwowych Muzeów w Berlinie. Zobacz tutaj i tutaj.
Lit.: Wilhelm Diepenbach, Hofrat Becker’s Mainzische Münzfälschungen (ein Beitrag zur Beurteilung seiner Arbeitsweise), w: Frankfurter Münzzeitung NF 2 (1931), nr 14, s. 209-212; George F. Hill, Becker the counterfeiter. Przedruk wydania z Londynu z 1924 r. Chicago 1979.
Wolfgang Dobras

































